łup, łup, łup, pralka tłucze się w łazience a ja zastanawiam się, kiedy sąsiad z dołu przyleci z pretensjami, że pęka mu strop.
żartuję, nic się nie tłucze, słychać tylko rzężenie pompy. bęben od dawna jest już tak krzywy, że musiałem zrezygnować z wirowania. rozwieszam po prostu mokre koszulki nad brodzikiem prysznica by smętnie ociekały, kap, kap, kap, zmieniając się jednocześnie w porozciągane czarne szmaty. rano przewieszę je na suszarkę.
by mieć pewność, że nie zniszczę podłogi postawię ją jednak na kuchennej terakocie.
w sklepie kupiłem czarny czajnik. nie jest może najpraktyczniejszy, ale zebrał komplet punktów za kolor. steinbeck przynudza podróżując z charleyem, thompson ma nieco ciekawszą podróż z wyjętymi spod prawa motocyklistami a allione karmi swoje demony. w pociągu o nazwie dionizos nie ma wagonu barowego, do dupy z takimi dionizjami, na szczęście sprawdziliśmy to wcześniej i byliśmy przygotowani.
czy mówię po polsku, pyta sąsiad któremu kłaniam się od kilku lat na klatce, kiedy potwierdzam zapada krępująca cisza, zjeżdżamy razem z dziewiątego na parter, szkoda że nie można udać, że ja tylko na trzecie, pożyczyć szklankę cukru, zresztą i tak nie ma przycisku stop. kosmos czuwa nad nami, rzucam tę robotę by zająć się badaniem związków między układem planet a rynkami finansowymi, słyszę w pracy. to tylko nieszkodliwy tłuszczakowłókniak, widzę go bardzo wyraźnie, nie ma się czym martwić, słucham w przyjemnym półmroku gabinetu szpitala zbudowanego na wzór amerykański jak pan doktor wpisuje rozpoznanie do systemu i myślę że, hehe, symetria nie zawsze jest estetyką głupców, ale jednak intuicja każe mi wysłać pana na biopsję, miły pan doktor nerwowo i wielokrotnie naciska backspace. za to tarczycę mam zdrową, dzięki ci borze, odpukać w niemalowane drewno.
piątek, 10 czerwca 2016
piątek, 6 maja 2016
sen o jeziorze
śni mi się, ze jestem u mojej babci na wsi,
a za domem jest wielkie jezioro. niestety, zamieszkane przez jakieś
tajemnicze i złe istoty, dlatego nie można się w nim kąpać. raz wybrałem
się tam z moimi siostrami, a ponieważ tak naprawdę nie umiem pływać, to
we śnie biegłem po jasnej tafli wody a potem unosiłem się nad nią jak
balonik. spojrzeniem sięgałem daleko w głąb, ale nie widziałem dna tylko
dziwne, jakby skłębione, rośliny sięgające ku powierzchni. co jakiś
czas zanurzałem rękę lub nogę w wodzie i wiosłowałem by ruch nie
ustawał. i właśnie to chlupanie przywołało mieszkańców jeziora. nie byli
zadowoleni. człekokształtne stwory o zielonej skórze i złych oczach,
jakby utopcy. patrzyli na mnie z nienawiścią, wyciągali ręce by mnie
złapać gdy znowu dotknę wody. uśmiechając się odsłaniali ostre,
szpiczaste zęby, wiedzieli, że zaraz będę musiał się odepchnąć, żeby
lecieć dalej. na szczęście nie mogli zbyt długo przebywać tuż pod
powierzchnią i udało mi się ich przeczekać. dotarłem na drogę, do
sióstr. rozmawiamy ze sobą, że tak bardzo chcemy popływać a nie można.
ktoś mówi, ze obok jest inne wielkie jezioro z jakąś naturalną tamą i
jakby tę tamę wysadzić, to woda spłynie i wszystko wyczyści. ruszamy
wykonać ten plan.
w tym momencie sen zmienia się w komiks,
kreska w stylu janusza christy o kajtku i koku. okazuje się, że w
gospodarstwie mojego wujka, w tajnych podziemiach, jest uwięziona jakaś
wroga istota a ludzie w komiksie zajmują się jej pilnowaniem.
kolejna
zmiana: teraz jestem moim wujkiem, który doskonale wie o naszym planie
zniszczenia tamy. i realizuje własne cele: uwalnia tę wrogą istotę,
która odjeżdża samochodem. wujek salutuje jej niezdarnie, ale ona nie
zwraca na niego (mnie) uwagi. wsiadam na ciągnik i uciekam, wciskając
gaz w podłogę - za chwile wszystko wyleci w powietrze. niestety,
ucieczka nie idzie mi jakoś specjalnie dobrze, zaraz po wybuchu usiłuje
mnie zatrzymać sąsiad z którym mam na pieńku. wybiega na drogę z żoną,
ją wymijam, ale on kładzie się i usiłuje zablokować mi przejazd. staram
się go ominąć, ale trochę na niego najeżdżam. gaz do dechy i nie oglądam
się za siebie.
chwile później słyszę błagalne skomlenie: to
pies uwiązany na łańcuchu w jakiś sposób zaczepił się o traktor tym
łańcuchem i ciągnę go teraz za sobą w pyle żużlowej drogi. usiłuję
zgubić go wykonując jakieś manewry, ale nic z tego. to staje się coraz
bardziej nieznośne, uczucie paniki narasta. aż nagle dostrzegam miejsce
gdzie zaczepił się łańcuch i udaje mi się go odrzucić. niestety, jakoś
tak niefortunnie, że pies dostaje się pod tylne koło, skowyt
gwałtownie urywa się gdy zmieniam go w krwawą miazgę. nie muszę dodawać, że jednak
cały czas ciągnę ją za sobą.
w tym momencie tracę już resztki
racjonalnego myślenia, usiłuję ukryć ciągnik w jakiejś stodole, ale
spotykam jej właściciela, też na traktorze. gasimy silniki i ucinamy
sobie małą pogawędkę. coś w rodzaju: ależ padało wczoraj, wczoraj to
jeszcze nic, w zeszłym roku woda podeszła pod sam dom, z długimi pauzami
krępującej ciszy. na szczęście pies nie przypomina już niczego poza
stertą szmat i chyba tak jest nazwany przez sąsiada, który informuje
mnie, ze ciągnę za sobą jakiś łańcuch. po chwili ciszy, żegnam się i
dotykam rozrusznika.
docieram wreszcie do jakiejś zrujnowanej stodoły, spanikowany wyskakuję z ciągnika.
w tym momencie obok uderza piorun i wiem że moja ucieczka się nie uda.
niedziela, 6 marca 2016
czwartek, 3 marca 2016
kiedy w bramach bez radości białe wino grzeje krew
jestem tylko człowiekiem. też mam czasem chujowy
dzień, chujowy tydzień, chujowy miesiąc, chujowy rok. więc wracając
ostatnim pociągiem z tej podwarszawskiej mieściny chciałem tylko słuchać
stukotu kół na łączeniach szyn i gapić się przez brudną szybę na
światła migające w zapadającym zmroku. szare pola, skiby zaoranej ziemi
porozdzielane miedzami zgasłych traw. bezlistne kikuty drzew. wsie. domy.
otynkowane na szaro bądź ciągle ceglane sześciany z czasów prlu, kryte
eternitem. przypomina mi się anons matrymonialny z jakiegoś pisma
rolniczego, które widziałem w latach dziewięćdziesiątych u mojego
dziadka na wsi: "poznam panią, do 10 hektarów, z traktorem. starzy
rodzice nie przeszkadzają mi, mogą być". rolnik szuka żony, wersja
realistyczna do bólu. magia wspólnego, prostego życia.
w nocy
tylko śni mi się, że mam świadomy sen. zwiedzam jakieś obce,
futurystyczne miasto. spaceruję po ulicach, przyglądam się ludziom,
podziwiam monumentalną architekturę wieżowców. flaneruję. i nagle, gdy
akurat stoję przed jakimiś drzwiami, pojawia się znajome uczucie pełnej
kontroli. więc wyobrażam sobie, co za tymi drzwiami zastanę, otwieram je
i na pewniaka przechodzę.
jednak jestem kompletnie
zaskoczony, bo wrażenie jest takie, jak wyjść w czystą ciemność poza
planszę gry komputerowej. moje ciało drga konwulsyjnie, obracając się
wokół własnej osi, uwięzione w bloku materii jak owad w zastygającej
kropli żywicy. trwa to chwilę, panikuję i ogarnia mnie wstyd, co sobie o
mnie pomyślą tamci ludzie na ulicy. wreszcie wypadam z powrotem na
chodnik. na szczęście nikt nic nie zauważył, przechodnie mijają mnie
obojętnie, gdy podnoszę się i, udając, że nic się nie stało, zwiedzam
dalej.
a kiedy następnego dnia idę posłuchać harsh
noisowego koncertu uznanego artysty, zamykam oczy i relaksuję się na
niewygodnym krzesełku w oczekiwaniu na huragan dźwięków. ale szum
klimatyzacji ciągle jest głośniejszy od pierwszej kompozycji.
- ej,
kurwa, ludzie, zapomniałem się zgłośnić. - mówi nagle, zdejmując słuchawki, uznany artysta. -
czemu nic nie mówiliście? jak idziecie do kina i jest czarny ekran to
też wszyscy siedzicie i czekacie?
potem tonę w
elektronicznym skowycie, a po koncercie wychodzę na mroźną noc. ciemność
pełna opadających, wielkich płatków śniegu, otula mnie kojącą ciszą a
szum miasta jest daleko. towarzyszą mi tylko skrzypnięcia stąpnięć i
parujący oddech.
pamiętam jak w liceum jakieś dziewczyny śmiały się z nauczyciela, że ma włosy w nosie. muszę już kupić specjalne nożyczki do ich wycinania.
wtorek, 1 marca 2016
wtorek, 29 grudnia 2015
aby zniknąć naciśnij krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu
niby nie zdarzyło się nic wielkiego, ale od marca ten rok był fatalny.
dobrze, że się już kończy (albo skończył, według gwiezdnej rachuby).
dobrze, że się już kończy (albo skończył, według gwiezdnej rachuby).
piątek, 25 grudnia 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)